KISIEL magistra vita est

Nie jest żadną sztuką pięknie polec. Sztuką jest wygrać i przeżyć.

Niby to każdy wie, że historia jest nauczycielką życia. A jednak w polskim ZOO wszelka trzoda puka się po głowie kiedy tylko jakiś mamut zaczyna wspominać jakiegoś dinozaura. A potem dziwimy się, że giniemy jako te dinozaury sprzed wieków.

Dawno, dawno temu, kiedy to banda komunistycznych durniów i łobuzów przestała już wszystkich dookoła mordować bez ładu składu i sensu, kiedy już zaczęli się ograniczać do tego głównie by „doić i strzyc to bydło”, czyli w odległych nam latach siedemdziesiątych władzę sprawował BETON. Beton partyjny. Beton mówił „doić!” – doili. Beton mówił „strzyc!” – strzygli. Rozumu, ani serca ten beton nie miał za grosz. Miał jednak karabiny i czołgi.

Ironia, kpina, niekiedy otwarte szyderstwo… To niby tylko cechy charakteryzujące czyjąś osobowość. Niby tylko… A jednak ta kpina i szyderstwo to również metoda. To zbroja i tarcza używana w bitwie toczonej z konieczności bez miecza. Na głupim dworze tylko żartowniś błazen korzystał z przywileju głoszenia mądrości. On bowiem mógł więcej od innych – mógł żartować. Kto więc głupotę chciał zwalczać mógł ją zwalczać w zasadzie jedynie żartem. Dla Stefana Kisielewskiego z całą pewnością historia była nauczycielką życia. Genialny Stańczyk durnego PRLu od historii potrafił nauczyć się nieprawdopodobnie wiele. I walczył… Walczył o nas, walczył dla nas, walczył za nas… Walczył tak, jak wówczas walczyć było można. Walczył żartem, kpiną, ironią, szyderstwem… To było jednak bardzo dawno temu. Dziś, jako ten mamut z owej odległej przeszłości wspominam tego Wielkiego Dinozaura, Genialnego Stańczyka hasającego po salonach PRLowskiego piekła i szydzącego z tej bandy zdrajców, durniów i łobuzów. Kiedy inni kpiarze zaczęli się już zastanawiać „co to będzie, gdy Słoneczko zajdzie za daleko?…” On – Genialny Stańczyk – już przedstawiał gotowe wizje i projekty. Kiedy nam dom wali się w ruinę powinniśmy przecież wiedzieć co wznieść z powstałych nagle gruzów. Żebyśmy czasem nie popełnili błędu i z gruzów wiezienia, w którym przyszło nam spędzić życie nie odbudowali przypadkiem więzienia solidniejszego… Uczył nas Kisiel wszystkiego, czego Jego nauczyła Historia. „A śpiewak właśnie był sam…”

Kiedy mnie w owych latach siedemdziesiątych rodzina i znajomi palcami wytykali, jako tego oszołoma, który myśli świat naprawić występując sam przeciw wszystkim, brałem sobie do ręki „Tygodnik Powszechny”… Ot, żeby stwierdzić, że nie mają racji, że wcale nie jestem sam… Do lat sześćdziesiątych ostatnim partyzantem z wyrąbanego lasu był dla mnie ojciec, który kąsał komunę pisząc po kryjomu wszystkim pokrzywdzonym setki listów do modnej wówczas ”Fali ‘56” (taka ówczesna radiowa „sprawa dla reportera”). Zginęło Mu się jednak w 65-tym… A PRL przeżył.

W dziesięć lat po masakrze na Wybrzeżu zaryzykowaliśmy kolejny bunt. Czy chcieliśmy pokazać jak potrafimy pięknie ginąć? Ja na pewno kombinowałem inaczej. Przeciwko nam był BETON! Beton partyjny. Czy jest jakaś alternatywa wobec tego betonu? – pytali mnie szyderczo znajomi. Owszem – odpowiadałem spokojnie – KISIEL!!!

PRL-owski Bies przykrył dziś sierść frakiem od Armaniego, przykrył rogi cylindrem, kopyta schował w pantofelkach marki Hugo Boss, a widły wymienił na laskę. Pierestrojka… Taka Jego mać… I tylko doić nas nie przestał. I nie przestał nas strzyc. Wiele się zmieniło, żeby wszystko zostało po staremu.

BETON! Znów przed nami (wielo)partyjny beton.

Poddać się?… Polec?…

Ja – mamut, wam – młodym wspominam dziś tego Wielkiego Dinozaura: KISIEL!!! Niech żyje KISIEL!

„Wziąć za pysk i wprowadzić LIBERALIZM!”

Sztuką jest wygrać i przeżyć. Po stokroć: KISIEL!

W hołdzie Genialnemu Stańczykowi Michał Marusik